Ważne:
Jesteś tutaj: bullet Strona główna bullet Sport Extreme bullet Wspinaczka bullet Relacja z Pucharu Świata w boulderingu - Sofia 2007
pl en
Newsletter
 
Relacja z Pucharu Świata w boulderingu - Sofia 2007

Nowy cel – Puchar Świata w Sofii 21 kwietnia 2007. Tym razem lecimy z Warszawy do Sofii razem z Lotem. Na Okęciu spotykamy dwójkę znajomych z kadry. Po półtorej godziny jesteśmy w Sofii. Zmiany klimatu nie ma, a mieliśmy nadzieję, że będzie dużo cieplej. Mały rekonesans, obiad i czas iść na odprawę techniczną.
Dowiadujemy się, że przesunięto godzinę zamknięcia strefy ( w przypadku spóźnienia do strefy następuje automatyczna dyskwalifikacja), a ponieważ startowałam jako pierwsza, było to dla mnie bardzo ważne.

Najważniejszy dzień wyjazdu nie był wcale różowy, właściwie od samego rana wszystko mi układało się pod górkę. Zawody rozgrywane były w centrum miasta w parku pod postkomunistycznym pomnikiem. Jako pierwsza zawodniczka w strefie miałam najniższą temperaturę do rozgrzewki – strefa była na zewnątrz i rano w cieniu. Chwilę później problem z butem (nie mogłam go włożyć, bo oderwała się podszewka i ostatecznie musiałam ją wyrwać, co wcale nie było łatwe). Z powodu zakazu posiadania telefonów komórkowych nie miałam zegarka i zostałam zaskoczona, że za 4 minuty startuję. Organizatorzy powinni odpowiednio wcześniej ( ok. 10 min) poinformować zawodnika o starcie. Jakoś zdążyłam… i wtedy zaczęła się totalna klapa, w ogóle nie mogłam poradzić sobie z baldami. Wiedziałam, że część jest w moim zasięgu, niektóre nawet w moim typie, a tu nic. Nawet pierwszego, uznawanego za najprostszy, nie byłam w stanie zrobić. Na każdym problemie miałam kosmicznie dużo prób, ale nie odczuwałam zmęczenia. Dochodziłam do bonusów w pierwszych próbach i dalej nic, a często był to już jeden ruch. Bardzo niezadowolona zakończyłam start. Od kolejnej zawodniczki dzielił mnie 1 TOP, ale trzeba się uczyć na błędach, wyciągać wnioski i przede wszystkim się nie zniechęcać. Pomimo to nie jest przyjemnie być drugi raz z rzędu ostatnią.

Całe popołudnie i następny dzień mieliśmy na poznanie Sofii i oglądanie zmagań najlepszych zawodników. Sofia jest miastem kontrastów – wielkie, eleganckie budynki, a obok walący się dom. Wszędzie chodzą bezdomne psy, śpią na chodnikach i nic im nie przeszkadza – są duże (jak owczarki) i naprawdę ładne.

W sobotę półfinały i finały były pasmem niespodzianek, szczególnie u kobiet. Do finału nie dostały się dwie liderki rankingu (Olga Shalagina i Juliette Danion). Jak powiedziała później Sylvia Rajfova ( 180 cm wzrostu), półfinały były dla niskich osób. Rzeczywiście finalistki nie należały do tych najwyższych. Niesamowita była młodziutka Japonka, która ostatecznie zajęła 2 miejsce. Triumfowała Julia Abramchuk, a trzecia była Tatiana Tarasova. Cała reprezentacja Polski ( 5 osób) zakończyła swoje starty w eliminacjach. Oglądając takich zawodników na żywo można bardzo dużo się nauczyć.

Planowo niedziela była dniem rezerwowym w razie złej pogody, jednak organizatorzy postarali się o atrakcje dla osób, które jeszcze zostały w Sofii. Pojechaliśmy w naturalny rejon bulderowy położony ok. 100km od miasta. Wspólne wspinanie z czołowymi zawodnikami, naturalne baldy, piękna pogoda i wyszło coś świetnego!
Na tych zawodach poczułam, że mam jeszcze bardzo dużo pracy przed sobą. Niestety moim głównym problemem jest brak doświadczenia we wspinaniu się na zawodach. W tym przypadku najlepszym treningiem są właśnie zawody i czuję, że jestem bardzo blisko przełamania takiej niewidocznej bariery. Ale tak naprawdę moją pracę zweryfikuje kolejny start.

 

photo